wtorek, 31 marca 2015

Wielki Wtorek

(J 13,21-33.36-38)
Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.
Jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?”
Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan.
Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim. On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.
Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.
Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”
Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.
Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”.
Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.

Dla apostołów nadchodzą chwile próby. Judasz już odpadł, postanowił zdradzić, Piotrowi wydaje się, że trzyma się mocno, zapewnia, obiecuje, gwarantuje, a tak naprawdę jest kolosem na glinianych nogach. Chociaż tego nie widać, to już upadł w momencie, kiedy za bardzo uwierzył we własne siły. Inni niewiele rozumieją, są z Jezusem, ale już niedługo. A jak Ty zachowujesz się w chwili próby? W chorobie, w sytuacji, gdy należy dać publicznie świadectwo swojej wiary, kiedy musisz bezgranicznie zaufać Bogu, chociaż po ludzku dany problem jest nie do rozwiązania. Możesz pójść wtedy drogą Judasza i sprzedać Boga, przehandlować swoje wartości i ideały, ale wiesz dobrze do czego to prowadzi. Możesz pełen pychy i wiary we własne siły pójść drogą Piotra, który zapiera się Jezusa i możesz na tym poprzestać, ale wtedy będziesz zdrajcą. Ale możesz pójść dalszą drogą Piotra- zapłakać nad sobą, swoją słabością i powiedzieć Jezusowi, że Go kochasz- wtedy jesteś zwycięzcą.

poniedziałek, 30 marca 2015

Wielki Poniedziałek

(J 12,1-11)
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. 
Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”. 
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.  

Spójrzmy na postawę Judasza, czy czegoś nam nie przypomina? Jedno wielkie kombinowanie jak i co jeszcze można ukraść, żeby mieć więcej i więcej. Czy jednak nie miał on racji? Po co taki drogocenny olejek, skoro tyle dobra można byłoby uczynić, sprzedając go? Owszem, to prawda, ale tu chodzi o coś innego. Jezus nie potrzebuje ani Twoich pieniędzy, ani najdroższego olejku, ani złota, kadzidła i mirry ani żadnych skarbów. Po co więc mu to wszystko? On chce po prostu zobaczyć Twoje serce, gotowe dawać innym to, co najcenniejsze. Jesteś gotów?

niedziela, 29 marca 2015

VI niedziela Wielkiego Postu

(J 12,12-16)
Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz: „Król izraelski!”
A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane:
„Nie bój się, Córo Syjońska, oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu”.
Jego uczniowie początkowo tego nie rozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.

Dziś Niedziela Palmowa. W Ewangelii odczytywana jest Męka Pańska, nad którą będzie okazja pochylić się w Wielki Piątek, ja z kolei przytaczam dziś fragment Ewangelii odczytywany w czasie procesji i poświęcenia palm.
Jezus wjeżdża do Jerozolimy jako Król, można wyczuć ten entuzjazm, tę radość z tego, że oto jest! A co stanie się krótko po tym? Pojmanie, biczowanie, upokorzenie i skazanie na śmierć. Gdzie byli wtedy ci, którzy tak entuzjastycznie witali Jezusa? Ta scena pokazuje jak niewiele dzieli skrajne uczucia i emocje w ludzkich sercach, jak presja tłumu wpływa na poszczególne jednostki, jak szatan łamie ludzkie serca. Tak było za czasów Jezusa, tak jest i dziś. Ilu było i jest takich, którzy z entuzjazmem przyjmowali Jezusa do swojego życia, wiwatowali na Jego cześć, a potem stali w pierwszych rzędach tłumu krzyczącego „ukrzyżuj!”? Czy jest jakiś sposób, żeby tego uniknąć? Tak, bądź jak Maryja- nie zawsze była widoczna, być może była w wiwatującym tłumie, ale nie słyszymy, żeby krzyczała z dumą, że to Jej Syn, ona zawsze pokornie stała niewidoczna z boku. Oprócz tego jednego, najważniejszego momentu- wtedy była pod samym krzyżem. 

sobota, 28 marca 2015

XXXIV dzień Wielkiego Postu

(J 11,45-57)
Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”.
Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.
Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.
A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?”
Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.

Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród. Przekładając te słowa arcykapłanów i faryzeuszów na język współczesny, można by powiedzieć: „Jeśli zaproszę Jezusa do mojego życia, to inni mnie wyśmieją, wylecę z elitarnego towarzystwa, Jezus zburzy wszystkie posągi moich bożków- pieniędzy, seksu, władzy i nie zostanie nic”. Tak, to prawda, tak się stanie, ale czy to jest naprawdę wysoka cena jaką musisz zapłacić, żeby Twoje życie miało sens, było poukładane, proste oraz piękne i nie kończyło się z chwilą śmierci? Zastanów się nad tym, Drogi Czytelniku.

piątek, 27 marca 2015

XXXIII dzień Wielkiego Postu

(J 10,31-42)
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować ?”
Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga”.
Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: «Ja rzekłem: Bogami jesteście?» Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże — a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: «Bluźnisz», dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”.
I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.
Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Żydzi powiedzieli Jezusowi, że nie chcą Go kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo. Można powiedzieć, że ci, którzy chcieli zabić Jezusa sami mieli wiele na sumieniu, ale nie na tym chciałem się skupić, a na fakcie kamienowania za bluźnierstwo. Proponuję Ci dziś mały rachunek sumienia- czy w słowniku pojęć, którymi operujesz, istnieje jeszcze coś takiego jak bluźnierstwo? Czy cokolwiek uważasz za bluźniestwo, czy może używasz już innych pojęć- prowokacja artystyczna, performance, dobry humor? Nie zachęcam Cię, Drogi Czytelniku, abyś kogokolwiek fizycznie eliminował, ale zastanów się, czy szokuje Cię jeszcze bluźnierstwo? Czy na nie reagujesz?

czwartek, 26 marca 2015

XXXII dzień Wielkiego Postu

(J 8,51-59)
Jezus powiedział do Żydów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”.
Rzekli do Niego Żydzi: „Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy, a Ty mówisz: «Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki». Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?”
Odpowiedział Jezus: „Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: «Jest naszym Bogiem», ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień, ujrzał go i ucieszył się”.
Na to rzekli do Niego Żydzi: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?”
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem”.
Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

Prędzej czy później nadejdzie śmierć każdego z nas, niejednokrotnie przyjdzie ona niespodziewanie, tak jak to miało miejsce w czasie ostatniej katastrofy lotniczej we Francji. Tymczasem Jezus mówi, że ten, kto zachowuje Jego naukę, nie zazna śmierci na wieki. To piękna perspektywa, mimo że wcale nie oznacza braku śmieci ciała, cierpienia i trudu. Jezus obiecuje nam życie wieczne. Ta obietnica jest gwarancją, że śmierć to nie koniec, a początek. Musisz tylko Drogi Czytelniku przyjąć naukę Jezusa i ją zachowywać.

środa, 25 marca 2015

XXXI dzień Wielkiego Postu

(Łk 1,26-38)
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł jej odpowiedział: „Duch święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna, i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

Zwiastowanie. Maryja, pomimo swoich obaw, powiedziała Bogu „tak”, ale to nie koniec- ta decyzja pociągnęła za sobą kolejne- ciągle musiała mówić „tak”, aż do momentu, kiedy stała pod Krzyżem. Nie miała Ona prostego życia, wiele wycierpiała, ale ostateczenie dzięki swej pokorze i zaufaniu wygrała swoje życie doczesne i wieczne. Nikt z nas nie jest bez grzechu pierworodnego tak jak Maryja, nikt z nas nie ma do odegrania tak wielkiek roli w zbawczym dziele, ale to nie oznacza, że nas Bóg nie powołuje do wielkich rzeczy. Powołuje i to każdego z nas, ale żeby wygrać swoje życie, trzeba z pokorą , w pełnej wolności mówić Bogu „tak” każdego dnia, czego sobie i Tobie Drogi Czytelniku życzę.

wtorek, 24 marca 2015

XXX dzień Wielkiego Postu

(J 8,21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów: „Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”.
Rzekli więc do Niego Żydzi: „Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?”
A On rzekł do nich: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”.
Powiedzieli do Niego: „Kimże Ty jesteś?”
Odpowiedział im Jezus: „Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego”. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu.
Rzekł więc do nich Jezus: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”.
Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata- te słowa dotyczą nas. Jesteśmy z tego świata,   żyjemy jak ten świat, myślimy jak ten świat, zajmują nas przyziemne sprawy tego świata. Z jednej strony to dobrze, bo na tym świecie żyjemy, więc powinniśmy go znać, umieć rozwiązywać jego problemy i zmieniać go na lepsze, ale z drugiej strony to przywiązanie do świata nie pozwala nam uwierzyć, że Jezus jest Bogiem, nie pozwala wznieść się ponad wszystkie ziemskie sprawy i zobaczyć, że jest coś piękniejszego niż ten świat. Spróbuj Drogi Czytelniku w tym czasie skierować swoje marzenia i pragnienia nie w stronę świata, ale w stronę Boga i Nieba. Spróbuj oderwać się od przyziemnych spraw, żeby zobaczyć co jest Twoim prawdziwym celem i powołaniem. Ale też nie zapominaj, że na tym świecie żyjesz i że on ciągle będzie się o Ciebie upominał: Pewien starzec przybył do drugiego starca, a gdy rozmawiali, jeden z nich rzekł: „Ja umarłem dla tego świata”. Drugi rzekł jednak: „Nie bądź w sobie zadufany, dopóki nie opuścisz tego ciała. Chociaż ty mówisz o sobie, że umarłeś, to szatan jednak nie umarł*.

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

poniedziałek, 23 marca 2015

XXIX dzień Wielkiego Postu

(J 8,1-11)
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.
Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.

Nie ma co dziwić się faryzeuszom, że przyprowadzili do Jezusa akurat kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, w końcu udało im się upolować kogoś, kto jest o wiele gorszy od nich i popełnił ciężki grzech. Dzisiaj jest identycznie, obok małych przewinień ludzi przechodzimy obojętnie, natomiast wielkich grzeszników wytykamy palcami i czujemy się od nich lepsi. Mordercy, pedofile, prostytutki czy złodzieje często w mediach nazywani są bestiami, potworami czy zwyrodnialcami. Tym samym odmawia się im prawa do bycia człowiekiem, tak jak cudzołożnicy z dzisiejszej Ewangelii. Możesz pomyśleć, Drogi Czytelniku, że przesadzam, że niepotrzebnie bronię tych ludzi. Masz prawo tak myśleć, ale pamiętaj o przestrodze płynącej z pustyni... Pewien święty mąż, gdy zobaczył, że ktoś grzeszy, zapłakał gorzko i powiedział: „On dziś, a ja jutro.” Zaprawdę, choćby nawet bardzo grzeszył ktoś przed tobą, nie osądzaj go, lecz uważaj, że ty jesteś większym grzesznikiem niż on”*.

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

niedziela, 22 marca 2015

V niedziela Wielkiego Postu

(J 12,20-33)
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi.
A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”.
Wtem rozległ się głos z nieba: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”. Tłum stojący usłyszał to i mówił: „Zagrzmiało!” Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”.
To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Ziarno musi obumrzeć, żeby przyniosło obfity plon. My jesteśmy jak to ziarno, tak sobie tkwimy w glebie otoczeni naszym grzechem, generalnie nie jest nam źle, czasem cieszymy się ciepłem słonecznego dnia, innym razem pokropi na nas deszcz. Niestety, takie życie do niczego dobrego nie prowadzi, ziarno, które nie wykiełkuje zacznie gnić i nastąpi jego koniec. I tak oto powoli tracimy nasze umiłowane życie, które tak kochamy, które jest takie wygodne. Czy naprawdę chcesz Drogi Czytelniku być takim ziarnem, po którym nie pozostanie żaden ślad? Jeśli nie, to musisz dziś zdecydować się, aby umrzeć dla tego świata, jego grzechów, uciech, używek, rozwiązań na skróty, które Cię niszczą. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. Idziesz?

sobota, 21 marca 2015

XXVIII dzień Wielkiego Postu

(J 7,40-53)
Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem”. Inni mówili: „To jest Mesjasz”. Jeszcze inni mówili: „Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?” I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki.
Wrócili więc strażnicy do kapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: „Czemuście Go nie pojmali?”
Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia”.
Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”.
Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?”
Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”.
I rozeszli się każdy do swego domu.

Dziś kolejny dzień, kiedy z Ewangelii wyłania się pytanie „Kim jest Jezus?”. Drogi Czytelniku, czy wczoraj odpowiedziałeś sobie na to pytanie? Dziś widzimy tłum i dyskusję, kim On jest. Jedni uważają Jezusa za Mesjasza, inni wręcz przeciwnie, wielu pewnie było obojętnych. Przekrzykujący się tłum, tyle opinii ile osób, presja- takie warunki nie sprzyjają temu, żeby wyrobić sobie o kimś opinię. Dziś po raz kolejny zapraszam Cię, Drogi Czytelniku, na miejsce pustynne, żebyś jeszcze raz odpowiedział sobie na pytanie „kim jest Jezus?”. Odpowiedz sobie na to pytanie w całkowitej wolności, bez presji rodziny, znajomych, mediów. To jest naprawdę ważne pytanie, od odpowiedzi na nie zależy co dalej.

piątek, 20 marca 2015

XXVII dzień Wielkiego Postu

(J 7,1-2.10.25-30)
Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić.
A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie.
Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”.
A Jezus ucząc w świątyni zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”.
Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

Kim jest Jezus? Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy myśleli, że wiedzą kim On jest i skąd pochodzi. Poniekąd mieli rację, wiedzieli, że jest synem cieśli, prawdopodobnie znali Jego krewnych, z pewnością nieraz widywali go tu i ówdzie, ale czy to wszystko? Drogi Czytelniku, zachęcam Cię dziś do rzeczywistego wyjścia na pustynię i zadania sobie tego pytania: „Kim jest Jezus?”. Udaj się w miejsce, gdzie jest cisza, wyłącz choć na chwilę telefon, odseparuj się od świata. Nie bierz jednak ze sobą ściągawek, ponieważ nie chodzi o to, żebyś wyczytał kim jest Jezus, ale żebyś prosto z serca umiał sobie odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiedź na nie jest lustrem, w którym widać Twoją wiarę.

czwartek, 19 marca 2015

XXVI dzień Wielkiego Postu

(Mt 1,16.18-21.24a)
Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego.
Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.

Dziś obchodzimy uroczystość św. Józefa, z tej okazji zboczymy troszkę z naszych pustynnych ścieżek wielkopostnych. Z okazji tego dnia aż prosi się o przywołanie słów piosenki Danuty Rinn pt. „Gdzie Ci mężczyźni”:

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? -Jeeeee!

No właśnie, gdzie? Gdzie Ci mężczyźni na miarę czasów? Obawiam się, że na każdym kroku ciężko ich spotkać, może żyją ostatnie sztuki jak jakiś zagrożony gatunek zwierząt w rezerwacie przyrody? A może już wyginęli jak mamuty? Odpowiedź na te pytania zostawiam Tobie, Drogi Czytelniku. Postawię też inne pytanie- jaki powinien być mężczyzna na miarę dzisiejszych czasów? W tym przypadku odpowiedź nasuwa się sama- taki jak święty Józef- prawy, odważny, ale jednocześnie pokorny, wsłuchany w Słowo Boże i posłuszny temu Słowu. 

środa, 18 marca 2015

XXV dzień Wielkiego Postu

(J 5,17-30)
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam”.
Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachował szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
W odpowiedzi na to Jezus im mówił: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.
Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.
Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny, na zmartwychwstanie potępienia.
Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał”.

„Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam”. Jezus działa do tej chwili, czyli aż do dziś, działa w miejscu w którym mieszkasz, w drugiej dekadzie XXI wieku. Ożywia, wskrzesza, uzdrawia, ale nie po to, żeby mówiono o tych cudach, ale dlatego, że zbliża się Jego sąd. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego”- my wszyscy jesteśmy umarli, jesteśmy grzesznikami, Jezus naprawdę do nas mówi, słychać Jego głos. Mówi do Ciebie, Drogi Czytelniku. Nie chce, żebyś był potępiony, wyciąga do Ciebie rękę, chce Cię wydobyć z bagna grzechu, musisz tylko wyciągnąć swoją rękę...

wtorek, 17 marca 2015

XXIV dzień Wielkiego Postu

J 5,1-3a.5-16
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy.
W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych.
Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?”
Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”.
Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.
Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”. 
On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.
Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzeki do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Sytuacja przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii jest naprawdę dramatyczna i smutna. Paralityk ma uzdrowienie na wyciągnięcie ręki, wystarczy wejść do sadzawki, ale nikt mu nie chce pomóc. Wyobraź sobie, że jesteś chory, obok łóżka na półce leży lek, który może przywrócić Ci zdrowie, ale nie jesteś w stanie tam sięgnąć, a nie ma obok Ciebie nikogo... To dramat, który codziennie dzieje się często na naszych oczach- pacjenci pozbawieni leków, brak pieniędzy na leczenie, długie kolejki do lekarza, a czasem po prostu brak drugiego człowieka, który jest w stanie pomóc. 
Drogi Czytelniku, post jest ważny, rozwój duchowy jest ważny, ale najważniejsza jest służba. Spytał brat pewnego starca: „Są dwaj bracia, z których jeden skupia się w swej celi i przedłuża swe posty do sześciu dni i podejmuje liczne umartwienia, drugi natomiast usługuje chorym. Którego z nich dzieło milsze jest Bogu?” Starzec odrzekł: „Chociażby ów brat, który podejmuje sześciodniowe posty, powiesił się za nozdrza, nie będzie mógł równać się z tym, który usługuje chorym*.

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

poniedziałek, 16 marca 2015

XXIII dzień Wielkiego Postu

(J 4,43-54)
Jezus wyszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.
Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający.
Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”.
Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”.
Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.
A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina.
Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.


Jak wielką moc ma słowo Jezusa. Urzędnik królewski prosił o uzdrowienie swojego syna, a Jezus oprócz wypowiedzenia słowa nie robi nic, żadnych gestów, tajemniczych zachowań, fajerwerków. Padają słowa pełne mocy, ale to nie wystarczy. Żeby cokolwiek zdziałały, muszą po drugiej stronie spotkać wiarę. Tym razem się udało, słowa połączone z wielką wiarą urzędnika królewskiego dokonały cudu uzdrowienia. Drogi Czytelniku, Jezus do Ciebie też kieruje swoje słowa. Co one spotykają po Twojej stronie? Mur nie do przejścia, obojętność, wrogość, wiarę?

niedziela, 15 marca 2015

IV niedziela Wielkiego Postu

(J 3,14-21)
Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.
A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.
Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Bardzo wiele rzeczy kojarzy nam się z karą. Widzimy policjanta- pewnie zaraz będzie mandat, wzywa nas urząd skarbowy- pewnie będzie kara, wzywa nas szef- będzie upomnienie i kara finansowa, w dzieciństwie kary dotykały nas w domu i w szkole. Zwykle na kary zasługujemy, chociaż nie zawsze. A teraz uwaga, Drogi Czytelniku, robimy zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Przychodzi do Ciebie Jezus i... nie chce Cię karać. Z pewnością miałby za co, ale nie chce tego robić, przychodzi do Ciebie z miłością, przychodzi jako światłość, nie chce Twojej śmierci, ale chce dać Ci życie. I uwaga- najciekawsze- to wszystko oferuje Ci za darmo. Zdziwiony? Tak, naprawdę za darmo. Niczego w zamian nie chce od Ciebie. Musisz tylko powiedzieć „tak”. Czy jesteś już na to gotowy?

sobota, 14 marca 2015

XXII dzień Wielkiego Postu

(Łk 18,9-14)
Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:
„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam».
Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika».
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

Na pierwszy rzut oka ta scena jest dziwna, żeby nie powiedzieć niesprawiedliwa. Z jednej strony mamy faryzeusza, który owszem, wywyższa się, ale coś robi w kierunku swojego zbawienia- pości i daje dziesięcinę. Pewnie nieraz pościłeś, Drogi Czytelniku, i wiesz, że nie jest prosto. Dziesięcina? Niby nic, ale kiedy człowiek żyje od pierwszego do pierwszego, to dzielenie się pieniędzmi jest wielkim wyrzeczeniem. Z drugiej strony jest celnik, on w zasadzie nic nie robi, tylko mówi Bogu, że jest grzesznikiem. Oprócz tego nic! Zero aktywności, zero postu, jakiegokolwiek wysiłku. I to on odchodzi usprawiedliwiony. To jest niesprawiedliwe, ale tylko na pierwszy rzut oka. O wiele łatwiej okazywać zewnętrzne gesty jak faryzeusz niż stanąć w prawdzie przed Bogiem i samym sobą. Gesty to za mało, ważniejsze jest serce pełne pokory: Pewien starzec opowiadał, że był w Celach pewien bardzo pracowity starzec, który okrywał się plecionką. Kiedy udał się do abba Ammonasa, a ten widząc, że odziany jest w plecionkę, rzekł mu: „Nic ci to nie pomoże”. Ów starzec rzekł: „Trzy pomysły chodzą za mną: Pierwszy, abym poszedł gdzieś na pustynię, drugi, aby udać się na obczyznę, gdzie mnie nikt nie zna, trzeci, bym zamknął się w celi i nie widząc nikogo, bym jadł co drugi dzień”. Abba Ammonas rzekł mu na to: „Żaden z nich nie przyniesie ci korzyści. Zamieszkaj raczej w swej celi, jedz codziennie niewiele. Pamiętaj zawsze o słowach celnika z Ewangelii, a możesz być zbawiony”*.

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

piątek, 13 marca 2015

XXI dzień Wielkiego Postu

(Mk 12,28b-34)
Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?”
Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”.
Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”.
Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Abba Ammun z Nitrii odwiedził abba Antoniego i powiedział mu: „Stwierdzam, że większe trudy sobie zadaję niż ty: dlaczego więc twoje imię ma większą sławę u ludzi niż moje?” Odrzekł mu abba Antoni: „Bo ja bardziej niż ty kocham Boga”*.
Możesz pościć, umartwiać się, zagłębiać się w lekturę Pisma Świętego i pobożnych książek, ale jeśli nie będziesz miłował Boga, nic Ci to nie da, Drogi Czytelniku. Celem Twoich wielkopostnych umartwień ma być miłość do Boga i bliźniego. Udaj się dziś na pustynię, w ciche miejsce, i zadaj sobie pytanie: „Jak daleko jestem od królestwa Bożego?”

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 1

czwartek, 12 marca 2015

XX dzień Wielkiego Postu

(Łk 11,14-23)
Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie rozdarte pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam przeciw sobie wewnętrznie jest rozdwojony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”.

Scenę wyrzucania złego ducha i późniejszą reakcję niektórych świadków można skwitować krótko- zawsze ktoś będzie niezadowolony. Jezus czynił cuda- źle. Nie czynił- też źle. Jednych gorszyły Jego cuda, inni domagali się więcej. W naszym życiu jest podobnie, w naszych sercach są dwa typy ludzi i często trwa w nas walka- z jednej strony narzekamy, że Bóg o nas zapomniał, kiedy nasze wołania pozostają bez odpowiedzi, a z drugiej chcielibyśmy Boga nieco wypchać z naszego życia, kiedy uwierają nas Jego przykazania. Okazuje się wtedy, że niby człowiek wierzy, ale ciągle nie zaznaje spokoju. Lekarstwo jest jedno- być z Jezusem, na dobre i na złe, On wie co robi.

środa, 11 marca 2015

XIX dzień Wielkiego Postu

(Mt 5,17-19)
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.
Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”.

Aby być wielkim w królestwie niebieskim, potrzeba nam jednego- pokory. To jest słowo- klucz, które nie tylko towarzyszy nam w tym okresie, ale jest przepustką do Nieba. Dlaczego potrzebujemy pokory, skoro dziś Jezus o niej nie mówi? Łatwo jest być człowiekiem, który znosi przykazania, który je wypacza, zmienia ich sens, naciąga ich interpretację. Ludzie przytakują takiej osobie, może nawet ktoś z nią zrobi wywiad, reklamując go jako rozmowę z wybitną jednostką, która chce reformować skostniały katolicyzm. Trudniej jest wypełniać przykazania i uczyć innych życia według nich. Taki ktoś musi być pokorny tak jak ojcowie pustyni, musi uznać swoją słabość i całkowicie polegać na łasce Bożej, a nie na własnych siłach. Spełniając te warunki, można przyjąć przykazania jako wielki dar od Boga.

wtorek, 10 marca 2015

XVIII dzień Wielkiego Postu

(Mt 18,21-35)
Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”
Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, i tak dług oddać.
Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!» Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.
Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy, darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?» I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Przebaczanie to naprawdę trudna sztuka. Na wyżyny wznosi się ten człowiek, który potrafi przebaczyć z serca. Co to oznacza? Trzeba znaleźć ten złoty środek, bo z jednej strony samo powiedzenie „przebaczam” to nie przebaczenie, z kolei idąc w drugą stronę- nie jest przebaczeniem wyrzucenie wszystkiego z serca i pamięci dla świętego spokoju. Masz prawo, Drogi Czytelniku, do tego, aby się gniewać na tego, kto Cię skrzywdził, masz prawo czuć żal, smutek, masz prawo wykrzyczeć całemu światu, że to Cię boli. Ale masz też obowiązek przebaczyć. Masz obowiązek spojrzeć na tego człowieka z miłością, masz mu darować jego dług, jak mówi nam dzisiejsza Ewangelia.
Pewien brat pytał abba Pojmena: „Jeżeli człowiek popadnie w jakieś grzechy, a potem się z nich nawróci: czy Bóg mu przebacza?” Odpowiedział mu starzec: „Jeżeli Bóg ludziom to nakazuje, to czyż sam tym bardziej tak nie robi? Bo Piotrowi nakazał: Przebaczaj bratu aż do siedemdziesięciu siedmiu razy”*.

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 1

poniedziałek, 9 marca 2015

XVII dzień Wielkiego Postu

(Łk 4,24-30)
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze:
„Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.
Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej.
I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Najtrudniej być prorokiem we własnym domu, skąd my to znamy. Najtrudniej pomodlić się z rodziną, mówić o Bogu w miejscu pracy, dać świadectwo wśród sąsiadów. Boimy się, że zostaniemy wyśmiani, będą z nas kpić, nie dostaniemy awansu, ludzie się od nas odwrócą i wiele innych lęków nam towarzyszy. To może tym razem ucieknijmy na pustynię? Na pewno ojcowie pustyni, żyjący samotnie, nie mieli takich problemów. Nic bardziej mylnego. Opowiadano o abba Danielu, że kiedy barbarzyńcy napadli na Sketis, ojcowie pouciekali, on zaś rzekł: „Jeżeli Bóg się o mnie nie troszczy, to po cóż miałbym żyć?” Przeszedł więc pomiędzy barbarzyńcami, a oni go nie zauważyli. Wtedy starzec powiedział sobie: „Oto Bóg zatroszczył się o ciebie i nie zginąłeś; teraz postąp i ty po ludzku i uciekaj jak ojcowie”*.
Naprawdę jeszcze się boisz?

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 1

niedziela, 8 marca 2015

III niedziela Wielkiego Postu

(J 2,13-25)
Słowa Ewangelii według świętego Jana.
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powyrzucał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”. Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: „Gorliwość o dom Twój pożera Mnie”.
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”.
Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?”
On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.
Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo dobrze wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co się kryje w człowieku.

Obojętność i znieczulica- te dwa terminy można dziś często usłyszeć. Żyjemy w czasach, kiedy nikogo nic nie dziwi, nie porusza, nie szokuje. Śmierć sąsiada, premiera filmu w kinie, dziecko umierające w szpitalu, pijak leżący w rowie, padający deszcz, kolejne wybory do parlamentu, bójka na ulicy, zakup nowego ubrania, plucie na Kościół- bardzo często sprawy ważne zlewają się nam z tymi nieistotnymi, tak jak w tej wyliczance. Tak samo jak nie interesuje nas czy pada deszcz, tak też obojętnie przechodzimy obok drugiego człowieka. Uciekamy przed trudnymi sytuacjami, przed odpowiedzialnością, szukamy azylu, gdzie nikt i nic nas nie będzie obchodzić. Ten azyl jednak nie nazywa się pustynią, ale drogą do piekła.
Zobacz, Drogi Czytelniku- Jezus dziś działa konkretnie, stanowczo, bezkompromisowo. Ma do tego prawo, bo walczy w słusznej sprawie. Jezus robi zadymę w słusznej sprawie, i co? Uraził kogoś? Jego zachowanie jest niepoprawne politycznie? Stracił przez to wyznawców? Nie. Wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Boisz się jeszcze?

sobota, 7 marca 2015

XVI dzień Wielkiego Postu

(Łk 15,1-3.11-32)
Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
„Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem».
Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego».
Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę».
Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”.

Miał wszystko, ale chciał jeszcze więcej. Pragnął poznać wielki świat, korzystać z życia, zasmakować czegoś, czego nie miał w swoim rodzinnym, bezpiecznym domu. Nie udało się. Zamiast tego poznał czym jest głód, poniżenie, upokorzenie, upodlenie. Z podkulonym ogonem postanowił wrócić. Co go mogło spotkać w rodzinnym domu? Tym razem mógł zostać z niego wyrzucony na zawsze, spotkałyby go obelgi, chłosta, wyśmianie, w najlepszym wypadku dostałby lokum w jakimś podłym kącie. Samo życie... Tymczasem czekała na niego miłość.
Syn marnotrawny powrócił. Może teraz jest czas na Ciebie?

Guercino, Powrót syna marnotrawnego

piątek, 6 marca 2015

XV dzień Wielkiego Postu

(Mt 21,33-43.45-46)
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:
„Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.
Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna».
Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”
Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.
Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach». Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.
Arcykapłani i faryzeusze słuchając Jego przypowieści poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go ująć, lecz bali się tłumów, ponieważ Go miały za proroka.

Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Bóg dał Ci wszystko czego potrzebujesz, żeby Twoje życie wydało owoce- rozum, wolną wolę, talenty. W zamian oczekuje czegoś od Ciebie i wcale nie chodzi o wielkie rzeczy. Nie musisz być znanym świętym, doktorem Kościoła, podziwianym dobroczyńcą, charyzmatycznym ewangelizatorem. Twoim owocem ma być życie zgodne z nauczaniem Jezusa w tych drobnych sprawach, bo łatwiej od czasu do czasu zrobić show, a trudniej mozolnie, dzień po dniu żyć Ewangelią. To jest ciężka praca, ale ma sens, ponieważ mniej cierpiąc, przynosi się być może mniej owoców*.

* Karol de Foucauld „Mądrość pustyni”

Hedva Sanderovitz, commons.wikimedia.org

czwartek, 5 marca 2015

XIV dzień Wielkiego Postu

(Łk 16,19-31)
Jezus powiedział do faryzeuszów:
„Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody.
Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany.
Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: «Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu».
Lecz Abraham odrzekł: «Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać».
Tamten rzekł: «Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki".
Lecz Abraham odparł: «Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają».
«Nie, ojcze Abrahamie, odrzekł tamten, lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą».
Odpowiedział mu: «Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą»”.

„Wolność, równość, braterstwo” to hasło rewolucji francuskiej. Warto poczytać jakie były i są jej konsekwencje, niekoniecznie te dobre. Z wolnością dziś krucho, z równością i braterstwem też, chociaż bez problemu można wskazać moment życia człowieka, kiedy równość się pojawia- to śmierć. Każdy wobec niej jest równy, ona przyjdzie i zakończy nasze ziemskie życie, a to czy ktoś będzie miał piękniejszą mogiłę i bardziej uroczysty pogrzeb, dla nas pozostanie bez znaczenia. Dziś w Ewangelii widzimy dwie postaci z różnych warstw społecznych. Bogacza, członka elity, korzystającego z życia mieszkańca pałacu i Łazarza, człowieka marginesu, odrzuconego. Te dwa światy, w których żyli, były sobie bardzo odległe i obce. Dopiero kiedy przyszła śmierć, nastąpiło ich spotkanie- bogacz ujrzał Abrahama i Łazarza na jego łonie. Niestety, ujrzał za późno...
Czy dla bogacza nie było wcześniej ratunku? Pewnie był, ponieważ zawsze jest: Im bardziej jesteśmy grzeszni, im bliżej śmierci, tym więcej chce nas Jezus ratować, bo On przyszedł, aby ratować to, co zginęło.* A czy Ty, Drogi Czytelniku, potrafiłeś już dostrzec swojego Łazarza? Zrób to teraz, po śmieci będzie za późno...

* Karol de Foucauld „Mądrość pustyni”

środa, 4 marca 2015

XIII dzień Wielkiego Postu

(J 15,9-17)
Jezus powiedział do swoich uczniów: 
„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. 
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 
Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Czy szukasz szczęścia i radości, Drogi Czytelniku? Przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit powyższego fragmentu Ewangelii. Kończy się on słowami:  To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. Trwać w miłości Jezusa to jedyny sposób na bycie człowiekiem spełnionym i w pełni szczęśliwym. To oczywiście nie jest proste i wiąże się z miłowaniem bliźnich, ale nie byle jak, tylko tak jak Chrystus nas umiłował. Zastanów się dzisiaj, Drogi Czytelniku, jak u Ciebie wygląda miłość względem Twoich bliskich, czy ona jest obrazem tej miłości, jaką obdarza Cię Jezus?
Kiedy już odpowiesz sobie na to pytanie, to zrób kolejny krok- oddaj swoje życie za innych. Spokojnie, nie musisz umierać, wystarczy zrobić to tak: Abba Pojmen powiedział: „<<Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za bliźniego swego>>. Jeśli bowiem usłyszy ktoś przykre słowo i sam mógłby takim odpowiedzieć, a będzie walczył z sobą, powstrzyma się i nie odwzajemni się przykrością, lub jeśli zostanie w czymś skrzywdzony i cierpliwie to zniesie, nie odpłacając się temu, kto go obraził lub skrzywdził, to człowiek taki oddaje życie za bliźniego swego”*.

„Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

wtorek, 3 marca 2015

XII dzień Wielkiego Postu

(Mt 23,1-12)
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami:
„Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą.
Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.
Wy zaś nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten, który jest w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo tylko jeden jest wasz Mistrz, Chrystus.
Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Powyższy fragment Ewangelii mówi pośrednio lub bezpośrednio o uczynkach na pokaz, pustych słowach, pustych gestach, obłudzie, wywyższaniu się, chęci bycia zauważonym, znanym i podziwianym. Być kimś ważnym, patrzeć na innych z góry, mieć u swoich stóp cały świat, być nazywanym mistrzem, ekspertem i autorytetem- każdy z nas w głębi serca o tym marzy. Wcale nie chodzi tu o wielkie sprawy, ale o te drobne- miło być bogatszym od sąsiada, mądrzejszym od brata, bardziej oczytanym od znajomego, bardziej zaradnym od bezdomnego, gorliwiej modlić się od sąsiadki z ławki w kościele. Jezus mówi, że mamy żyć inaczej, ale jak to zrobić, kiedy jest tyle pokus, kiedy ciągle odzywa się nasza próżna natura, kiedy ciągle nam nie wychodzi, kiedy ciągle powala nas grzech pychy? Wyjścia mamy jak zwykle dwa. Pierwsze- usiąść, załamać ręce i odpuścić sobie. Drugie jest o wiele trudniejsze, ale w stu procentach skuteczne: abba Antoni powiedział: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozciągnięte na ziemi i ze łzami spytałem: <<Któż może ich uniknąć?>>. I usłyszałem odpowiedź: <<Pokora>>.*

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

poniedziałek, 2 marca 2015

XI dzień Wielkiego Postu

(Łk 6,36-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.
Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

Dziś wszystko dzieje się niezwykle szybko, jeśli ktoś nie jest non stop podłączony do kroplówki, z której 24 godziny na dobę sączą się informacje, to natychmiast wypada z obiegu i może nie poznać świata budząc się o poranku. Dziś jesteś nikomu nieznanym, szarym człowiekiem, jutro stajesz się idolem tłumów, po czym równie prędko odchodzisz w zapomnienie. Jeszcze szybciej niż kreowanie idoli idzie nam osądzanie i potępianie innych. Jesteśmy jak etykietownice, idąc przez życie nalepiamy na innych etykietki: „cudzołożnik”, „prostytutka”, „złodziej”, „łapówkarz”, „morderca”, „zwyrodnialec” itd. Nie jest istotne, czy ktoś rzeczywiście popełnia taki czy inny grzech, nalepiamy tym ludziom etykietki, byle dokopać, byle kogoś pogrążyć, byle pokazać, że ja mimo swoich słabości jestem lepszy. Tymczasem Jezus pokazuje nam, że nie tędy droga.
Pewien brat zapytał innym razem abbę Pojmena: „Jeśli widzę grzech brata, czy jest czymś właściwym zataić go?” Odrzekł mu starzec: „Ilekroć zatajamy grzech naszego brata, tyle razy Bóg zakrywa nasz grzech. Jeśli rozgłaszamy grzechy braci, Bóg nasze czyni jawnymi”*
Ludzie pustyni zrozumieli i realizowali słowa Jezusa, a Ty?

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2

niedziela, 1 marca 2015

II niedziela Wielkiego Postu

Mk 9,2-10
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. 

Jezus zaprowadził Piotra, Jakuba i Jana na wysoką górę, możemy więc przypuszczać, że ta wyprawa nie była łatwa- wysoka góra, nierówne podłoże, zmęczenie. Jezus zabrał ich w miejsce ustronne, puste, ale czytając ten fragment można całkowicie zgodzić się z tymi, którzy mówią, że w górach człowiek jest bliżej Boga. Apostołowie tego rzeczywiście doświadczyli, znaleźli się blisko Stwórcy i sądząc po ich zachowaniu (chcieli stawiać namioty) możemy wnioskować, że było im tam dobrze, ot, taka namiastka Nieba.
Jezus zachęca nas, żebyśmy również my udali się na górę, aby go spotkać. To jest dobre miejsce- cisza, spokój, piękne widoki, cud stworzenia, a jednocześnie poczucie małości człowieka w obliczu Stwórcy. Brzmi prosto, ale przecież tak często nie mamy sił iść płaskimi ścieżkami naszego życia, a co dopiero gdzieś się wspinać. Co zatem mamy zrobić? Nasi wielkopostni przewodnicy podsuwają nam proste rozwiązanie. Powiadano o abba Makarym, że szedł ze Sketis pod górę i niósł kosze. Wyczerpany usiadł i modlił się: „Boże, Ty widzisz, że ja już nie mam sił”. Natychmiast został uniesiony i znalazł się nad rzeką*. Góra jest bardziej dostępna niż Ci się wydaje...

* „Apoftegmaty ojców pustyni”, Tom 2