niedziela, 29 marca 2015

VI niedziela Wielkiego Postu

(J 12,12-16)
Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz: „Król izraelski!”
A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane:
„Nie bój się, Córo Syjońska, oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu”.
Jego uczniowie początkowo tego nie rozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.

Dziś Niedziela Palmowa. W Ewangelii odczytywana jest Męka Pańska, nad którą będzie okazja pochylić się w Wielki Piątek, ja z kolei przytaczam dziś fragment Ewangelii odczytywany w czasie procesji i poświęcenia palm.
Jezus wjeżdża do Jerozolimy jako Król, można wyczuć ten entuzjazm, tę radość z tego, że oto jest! A co stanie się krótko po tym? Pojmanie, biczowanie, upokorzenie i skazanie na śmierć. Gdzie byli wtedy ci, którzy tak entuzjastycznie witali Jezusa? Ta scena pokazuje jak niewiele dzieli skrajne uczucia i emocje w ludzkich sercach, jak presja tłumu wpływa na poszczególne jednostki, jak szatan łamie ludzkie serca. Tak było za czasów Jezusa, tak jest i dziś. Ilu było i jest takich, którzy z entuzjazmem przyjmowali Jezusa do swojego życia, wiwatowali na Jego cześć, a potem stali w pierwszych rzędach tłumu krzyczącego „ukrzyżuj!”? Czy jest jakiś sposób, żeby tego uniknąć? Tak, bądź jak Maryja- nie zawsze była widoczna, być może była w wiwatującym tłumie, ale nie słyszymy, żeby krzyczała z dumą, że to Jej Syn, ona zawsze pokornie stała niewidoczna z boku. Oprócz tego jednego, najważniejszego momentu- wtedy była pod samym krzyżem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz